dr Jerzy Kossek | WSZOP - Katowice
strona główna » Uczelnia » Kadra WSZOP » dr Jerzy Kossek
a a a

dr Jerzy Kossek

 Z drem Jerzy Kosskiem rozmawiała Joanna Kurek.

- Czy dzisiaj z wyjątkiem anglistów/amerykanistów ktoś czyta jeszcze Szekspira w oryginale?

- Szekspira czyta się cały czas, to jest podstawa literatury i podstawa wiedzy o świecie. My – amerykaniści, angliści – czytamy go zawodowo. Inni czytelnicy nie sięgają po dzieła Szekspira jak po bestseller – do Szekspira trzeba dojrzeć. Szekspir nie został napisany do czytania. Sztuki Szekspira zostały stworzone dla sceny ‘to be staged’. I dużo lepiej jest powiedzieć z pamięci np. ten słynny monolog, niż go przeczytać:

To be, or not to be: that is the question

Whether 'tis nobler in the mind to suffer

The slings and arrows of outrageous fortune,

Or to take arms against a sea of troubles,

And by opposing end them? To die, to sleep.

To słowa, które - jeśli - mam je w głowie, to mam związane z nimi przemyślenia i jestem w stanie je lepiej zrozumieć. Moim zdaniem powinno się wpływać na to, żeby Szekspir może nie tylko był czytany, ale żeby „coś” z tym Szekspirem robić – dostosowywać do naszych czasów.

- Pan namawia swoich studentów nie tylko do tego, żeby dzieła Szekspira czytali, ale żeby uczyli się fragmentów na pamięć. Po co?

- Przede wszystkim dlatego, że to są studenci filologii angielskiej. Zrozumieć, kim jest anglista – to tak jak zrozumieć, kim jest polonista. Znajomość języka to za mało. Wiele osób kończy te studia i nawet jak się bardzo bronią przed tym – zostają nauczycielami, uczą języka angielskiego. Inaczej uczy się języka angielskiego, jeżeli zna się Szekspira i potrafi z pamięci – nawet niedługi fragment – wyrecytować. Chociażby po to, by zbudować nastrój: ach jakiż to piękny język! Jakie to robi wrażenie! Recytacja to nie nowość, to, co proponuję tutaj na uczelni, to jest powrót do starych, wypróbowanych metod, kiedy nauczyciel recytował wiele rzeczy w oryginale.

- A studenci chętnie uczą się fragmentów sztuk Szekspira na pamięć?

- Szczerze? Na początku nie chcą się uczyć. Aha – mówią – kolejne wymagania, które trzeba przejść, no dobrze… Ale kiedy już zaczną to robić, kiedy wybiorą swoje fragmenty, to jest już zupełnie inaczej. A na końcu jest mi bardzo miło i przyjemnie, bo jest ‘feedback’ i przyznają, że dzięki temu zrozumieli tekst lepiej, a może nawet nie tylko tekst. Może nauczyli się czegoś więcej o życiu. Dla studentów, to jest też praca nad sobą, a nie tylko praca pamięciowa. Trzeba wyjść i przed całą grupą zrobić swoją prezentację. A do tego mamy taki mały konkurs: która interpretacja jest najciekawsza. Ja nie tylko oceniam, zawsze sam staram się jakiś nowy fragment przygotować, bo wszyscy na tych zajęciach pracujemy i wszyscy się czegoś nowego uczymy.

- Zaskakują Pana interpretacje studentów?

- Oczywiście. Czasem z tragedii robi się komedia, i odwrotnie. Ale czy Szekspir nie miał tego w zamyśle? Cały świat to przecież scena, czyż nie? Na pewno udaje nam się stworzyć ciekawe rzeczy, np. dzięki temu, że studenci się przebierają do swoich prezentacji, czasem interpretują swoje fragmenty bardzo współcześnie, a czasem nawet odkrywamy talenty. Już mam pomysły na ten rok akademicki. Myślę, że zrobimy konkurs recytatorski dotyczący poezji, może nawet śpiewanej…

- Po godzinach gra Pan bluesa?

- Po, przed i w czasie. Gram cały czas. Żeby naprawdę dobrze grać, to potrzeba wielu lat ćwiczeń. Muszę nadrabiać stracony czas. Ja mam tylu kolegów gitarzystów, którzy całe życie grają i nie chcę się z nimi porównywać. Niestety w tamtych czasach było tak, że kiedy zacząłem się interesować muzyką to było albo – albo. Albo kupię fajna gitarę i będę grał, albo kupię gramofon i płyty i będę muzyki słuchał. Straszny miałem dylemat. I… najpierw wybrałem gitarę, ale jak każdy instrument gitara jest wymagająca. Zacząłem ćwiczyć, ale nie uzyskawszy natychmiastowych efektów, oklasków i tłumów, które by mnie podziwiały, odłożyłem to na później. Kupiłem gramofon i dużo płyt, stałem się słuchaczem muzyki. Gdy osiągnąłem pewien wiek (a wykładowców akademickich się o wiek nie pyta), to zrobiłem sobie ‘bucket list’.

- Jest film pod takim tytułem, w Polsce znany jako „Gdy goni na czas”.

- Tak właśnie. Angielski idiom bezpośrednio przetłumaczony to właśnie nie „kopnąć w kalendarz” tylko „kopnąć w wiadro”, bucket to po angielsku wiadro, a ‘bucket list’ to lista rzeczy, które planujemy zrobić kiedy jest jeszcze na to czas. Na swojej ‘bucket list’ miałem granie na gitarze.

- Mam nadzieję, że ta lista jest długa, a granie na gitarze jest na niej pierwsze, tak jak w filmie był skok ze spadochronem.

- Nie ma tam na pewno żadnych „skoków”. Mam na niej dużo artystycznych zamierzeń, które zresztą realizuję. Nie jest to więc lista marzeń, a raczej spełniających się powoli życzeń. Jak bardzo czegoś pragniemy i ciężko nad tym pracujemy to musimy osiągnąć sukces. Tak jest w prawdziwym bluesie i w prawdziwym życiu. Mam też szczęście, że zawsze się obracałem w środowiskach artystycznych i dziś urzeczywistniając swoje pomysły często wołam o wsparcie prawdziwych artystów chociażby Irka Dudka, który jest żywym przykładem mojej tezy o ciężkiej pracy i wielkim sukcesie. Marzył o wielkim festiwalu i dziś mamy największy na świecie festiwal bluesowy pod dachem i amerykańską nagrodę Blues Foundation za najlepszy festiwal bluesowy na świecie. Jest czym się chwalić! Trzeba podkreślić, że blues, który propagujemy na Rawie i nie tylko tam to blues rodzinny wolny od używek, sprzyjający edukacji. Bo blues naprawdę się w dalszym ciągu źle kojarzy! Walczę o podniesie statusu bluesa, m.in w bielskim stowarzyszeniu "O'Blues/ie Naukowo" którego jestem założycielem i prezesem, mamy już ponad 300 członków i sympatyków.

- A w czasie 32. festiwalu Rawa Blues będzie Pan słuchaczem czy muzykiem, bo jest Pan też współorganizatorem Festiwalu i organizatorem Poetyckiej Kawiarenki Bluesowej?

- Chciałbym być słuchaczem, bo w tym roku wśród zaproszonych artystów jest Robert Cray, jeden z czołowych muzyków współczesnego bluesa, laureat 5 Grammy, można go m.in. podziwiać z Tiną Turner w utworze „A change is Gonna Come”. To największa gwiazda, jaka kiedykolwiek była na festiwalu i bardzo chciałbym go posłuchać, ale obawiam się że nie będzie to łatwe. Każdy festiwal to ciężka praca, a przygotowania do kolejnego rozpoczynają się wraz z końcem poprzedniego. W tym roku VI Poetycka Kawiarenka Bluesowa rusza już 6 października w samo południe i przez kilka godzin odbywają się wykłady, warsztaty bluesowe, a my staramy się uczyć o bluesie i czytamy przygotowane na konkurs teksty, a w między czasie jeszcze występy, spotkania, wykłady.

- Czyli jednak wystąpi Pan w roli muzyka?

- Nie dałbym rady się od tego powstrzymać. Zaśpiewam kilka utworów Woody Guthriego, prekursora i legendy amerykańskiej muzyki folk blues, m.in. ‘This Land is my Land’. To właśnie jemu będzie poświęcona tegoroczna Poetycka Kawiarenka.

- Myślę, że nasi studenci powinni zobaczyć swojego wykładowcę w trochę innej roli niż na co dzień.

- Bardzo zapraszam wszystkich studentów, najlepiej od razu po inauguracji roku akademickiego, na Festiwal. Zapraszam też do udziału w konkursach – literackim i plastycznym, które ogłosiła moja Kawiarenka. Wystarczy napisać tekst bluesowy w kategoriach: poezja bluesowa, tekst piosenki bluesowej i krótka forma - mini opowiadanie, po szczegóły zapraszam na www.rawablues.com. To najlepsza droga aby zdobyć bilet na Rawę. Sporo tekstów już mam. Jurorami w tym roku będą: profesor Tadeusz Sławek – mój wzór i idol, profesor Piotr Fast oraz poetka Barbara Gruszka-Zych. Drugim konkursem jest konkurs na prace malarskie i graficzne o tematyce bluesowej.

- Jak to jest, że o bluesie można pisać i można go malować?

- Ja się odwołuję do poetyki bluesa. Już od jakiegoś czasu zajmuję się bluesem naukowo. Staram się spoglądać na bluesa nie tylko jak na gatunek muzyczny, ale szerzej – jak na zjawisko kulturowe i literackie. Mam już na swoim koncie pierwszą międzynarodową konferencję naukową o bluesie (pierwszą na świecie!). Na początku wszyscy byli sceptyczni – czy w ogóle ktoś przyjedzie, czy ktoś zajmuje się w ten sposób bluesem. Ku naszemu zaskoczeniu sala nie mogła pomieścić wszystkich gości. I już przygotowuję kolejną. Nie zabraknie gwiazd. Już wiem, że wykład inauguracyjne wygłosi David Evans, muzykolog, profesor uniwersytetu w Memphis, ale również laureat nagrody Grammy, autor książek o bluesie amerykańskim. I tak moje życie kręci się wokół bluesa, chociaż muzykiem nie jestem.

- Ale bywa Pan. Dziękuję za rozmowę.

(Katowice, wrzesień 2012 r.)