Rozmowa z prof. Gunseli Isci | WSZOP - Katowice
strona główna » aktualności » Rozmowa z prof. Gunseli Isci
a a a

Rozmowa z prof. Gunseli Isci

- Czy coś Panią zaskoczyło podczas tej wizyty w Polsce?

- Byłam już w Polsce przed rokiem i ta obecna wizyta jest bardzo podobna. Z jednym wyjątkiem . Tym razem zaskoczyło mnie bardzo ciepłe i serdeczne przyjęcie. Myślę, że ma to związek z dwiema rzeczami. Po pierwsze – znam kilku Waszych studentów, którzy spędzili pół roku w Turcji, a po drugie – wydaje mi się, że prywatne instytucje są bardziej zainteresowane goszczeniem u siebie międzynarodowych wykładowców i traktują to jako formę promocji. Pierwszy raz gościłam w Polsce na zaproszenie państwowej uczelni . Zauważyłam wówczas, że ludzie w Polsce są bardziej świadomi i poważni, porównując ich np. do Włochów - wiem, bo byłam już także na uniwersytecie w Bolonii i prowadziłam tam zajęcia. Tamtejsi studenci po prostu przychodzili na zajęcia i słuchali. A po pierwszych moich zajęciach w Polsce dostawałam od studentów maile, w których pytali mnie o zajęcia, które z nimi prowadziłam. Myślę, że to jest rodzaj wrażliwości i traktowania wielu spraw bardzo poważnie. Podczas tej wizyty w Polsce największym zaskoczeniem jest serdeczne powitanie i drobiazgowo przygotowany program mojej wizyty. Mam nadzieję, że będę mogła się odwdzięczyć i pokazać Uniwersytet, na którym sama pracuję.

- Wydaje mi się, że wiedza Polaków o Turcji jest dość powierzchowna. Najczęściej jest to po prostu kraj, gdzie można pojechać na wakacje i spędzić tam dwa tygodnie.  Kojarzy się ze słońcem i odpoczynkiem. A co Turcy wiedzą o Polsce?

- Nauczyciele akademiccy wiedzą sporo o Polsce, ponieważ tureckie uczelnie współpracują z polskimi. I wielu naszych studentów, dzięki programowi Erasmus, ma okazję przyjechać do Polski i studiować. Dlatego my wiemy więcej, ale gdyby zapytać ludzi na ulicy o Polskę ich skojarzenia będą proste: zimny kraj, z byłego bloku państw socjalistycznych.

- A co powinni wiedzieć polscy studenci zanim przyjadą do Turcji na studia?

- Po pierwsze: koszty życia w Turcji – warto wiedzieć, że są wyższe niż w Polsce. Po drugie – powinni jak najwięcej dowiedzieć się o uniwersytecie, na którym będą studiować, a szczególnie jakie udogodnienia im zapewnia. Warto jeszcze przed przyjazdem nawiązać kontakt z kimś kto studiował w Turcji. To szansa, by zdobyć cenne i prawdziwe informacje. Internet daje tylko ogólną wiedzę, pomysł. Najważniejszy jest bezpośredni kontakt z kimś kto uczuł się za granicą.

- Kiedy przygotowywałam się do naszej rozmowy znalazłam w Internecie opinię studenta, który zastanawiał się nad wyborem kraju, do którego miałby pojechać na studia. Wahał się między Włochami i właśnie Turcją. Pojechał do Turcji i po powrocie programu Erasmus był bardzo zadowolony ze swojego wyboru, ale i trochę zaskoczony – nie spodziewał się, że to będzie aż tak udany okres w jego życiu.

- Turcy, myślę że podobnie jak Polacy, są bardzo gościnni. Tej polskiej gościnności sama doświadczyłam, więc wiem co mówię. Turcy są bardzo przyjaźni, chętnie pomagają innym. To zapewne jeden z powodów zadowolenia tych, którzy w ramach Erasmusa przyjeżdżają do Turcji. Drugi to poziom kształcenia. Nasze uczelnie są bardzo dobre. Ta, na której ja pracuję jest młoda – została założona trzy lata temu. Dla studentów, którzy do nas przyjeżdżają, staramy się robić wszystko jak najlepiej. Nie tylko chcemy zapewnić im edukację na wysokim poziomie, ale pomagamy rozwiązywać problemy organizacyjne, językowe itp. Inaczej mówiąc, studenci przyjeżdżający są traktowani jak goście. I myślę, że tak samo jest u was.

- Mówiła Pani o problemach np. językowych, czy język turecki jest trudny?

- No cóż… Jeśli porównywać do języka polskiego to jest łatwiejszy. Ale w porównaniu z angielskim – muszę przyznać, że jest trudny.

- Od kilku dni obserwuję Pani ogromny entuzjazm i poparcie dla programu Erasmus. Dlaczego tak promuje Pani studiowanie za granicą?

- Program Erasmus daje bezpośrednie i konkretne szanse, by być aktywnym, podróżować i poznawać świat. Każdy student może po prostu pojechać i studiować jeden semestr na jednym z wielu uniwersytetów. Bez programu Erasmus nie można sobie było tego nawet wyobrazić. Dziś młodzi ludzie mają szanse – mają szanse pojechać do zupełnie innego kraju, mają szanse poznać inny system studiowania, mają szanse uczyć się i zdobywać punkty ECTS. Mogę powiedzieć o sobie, że jestem zwolenniczką programu Erasmus, ponieważ on inspiruje i pobudza do współpracy. Sama też z niego korzystam. Dzięki Erasmusowi byłam na Uniwersytecie w Bolonii, dwukrotnie w Polsce, w Hiszpanii, w Czechach. Jak inaczej miałabym szansę spotkać studentów z różnych państw, prowadzić dla nich zajęcia i porównywać systemy edukacyjne. Ten ostatni wyjazd wiele mnie nauczył i mam sporo do przemyślenia po powrocie do Turcji.

- Czyli nie tylko opowiada Pani o zaletach Erasmusa, ale sama z nich korzysta?

- Dokładnie tak. Podróżowanie mnie wzbogaca. Poznaję różnych młodych ludzi, różnorodne instytucje. I już wiem, że następnym razem, gdy będę przyjmować w Turcji gości z innych uczelni, przygotuję lepszy, ciekawszy program. Siedząc na miejscu, w swojej uczelni nie poznaje się świata. I można nawet podróżować po świecie jako  turysta, ale udział w programie Erasmus pozwala wejść w społeczność, nawiązać przyjaźnie, poznać ludzi. Nie ważne czy jest się studentem czy wykładowcą. W Turcji program Erasmus jest bardzo promowany. Mamy specjalną instytucję, która się tym zajmuje –organizuje spotkania, integruje nas, aktywizuje do wymyślania nowych projektów.

- Studenci z jakich krajów już studiują na Uniwersytecie w Istambule?

- Jak już mówiłam to jest młoda uczelnia i w tym roku po raz pierwszy realizujemy program Erasmus. Ale przyjechali już do nas studenci z Niemiec, Polski i Danii.

- Porozmawiajmy o innej Pani pasji jaką jest Szekspir. Na naszej uczelni opowiada Pani nie tylko o programie Erasmus, ale także o literaturze i Szekspirze. Dlaczego właściwie Szekspir?

- Jestem absolwentką filologii angielskiej, więc pewnie dlatego. Ale opowiem o prawdziwej przyczynie, dla której zainteresowałam się Szekspirem. Miałam szczęście poznać wspaniałego profesora, który pracował także na Uniwersytecie w Cambridge. Był ekspertem jeśli chodzi o Szekspira. A ja byłam jego ulubioną studentką. Właściwie nie wiem dlaczego, ale traktował mnie niemal jak córkę. I właśnie ze względu na niego postanowiłam specjalizować się w Szekspirze i dziś jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Ten profesor już nie żyje, ale przez wiele lat, nawet jak był na emeryturze śledziłam co się u niego dzieje, a on obserwował co ja robię. Pewnego razu, jakby przeczuwając, że może odejść, pomyślałam – muszę do niego pojechać. Mieszkał wtedy w Ankarze, daleko od miejsca gdzie mieszkałam i pracowałam. Pojechałam i to było nasze ostatnie spotkanie.  Zmarł w tym samym roku. Ale Szekspir wpłynął także na moje życie – to jaka jestem zawdzięczam Szekspirowi. Nauczył mnie empatii, a także sztuki obserwowania społeczności i sposobu w jaki zmierza ku nowoczesności. Uważam, że wielu rzeczy możemy się nauczyć od Szekspira.

- Kim woli Pani być: nauczycielem, wykładowcą czy osobą promującą program Erasmus, jego ambasadorem?

- Lubię oba te zajęcia. Zawsze byłam nauczycielem. Myślę, że to nie jest zawód, ale sposób życia. Naprawdę lubię uczyć. Ale ja nie mówiłabym o uczeniu ale o wzajemnej wymianie doświadczeń w czasie zajęć. Wierzę, że studenci i wykładowcy wzajemnie się od siebie uczą. To jest ciągły proces,  profesorowie wcale nie wiedzą wszystkiego, cały czas powinni poznawać nowe rzeczy, czerpać korzyści z kontaktów ze studentami. Nie mówię o informacjach książkowych, takie każdy może dziś szybko znaleźć i przeczytać. Kiedy mówię o uczeniu, muszę pilnować sama siebie. Raczej używałabym słowa doświadczenie.

- Obserwowałam Panią w czasie spotkania ze studentami i odniosłam wrażenie, że lepiej czuje się Pani będąc między studentami i rozmawiając z nimi, niż prowadząc wykład – stojąc przed nimi, przy mównicy.

- Dokładnie tak jest. Ale opowiem pewną zabawną historię, która chyba najlepiej obrazuje mój kontakt ze studentami. Mamy w tym semestrze dwoje  studentów z Niemiec – Alinę i Benjamina. Jak przystało na Niemców, oboje bardzo dokładnie przestrzegają zasad. Benjamin jednak szybko zaczął się zachowywać jak typowy Turek. Nigdy nie przychodził na czas, nie przygotowywał zadań na czas itd. I w końcu chciałam mu dać gorszą ocenę, by zrozumiał, że nie może cały czas spóźniać się z oddawaniem prac zaliczeniowych. A on do mnie mówi: dlaczego zostałem ukarany za bycie Turkiem. (śmiech) I musiałam mu przyznać rację i podnieść ocenę. Na to Alina, która przygotowała swoją pracę na czas, mówi do mnie: dlaczego zostałam ukarana za bycie Niemką. (śmiech) Uważam, że zachowując się w ten sposób, traktując ich jak równych sobie, bardziej motywujemy studentów do pracy.

- Muszę zapytać Panią o feminizm. Ponieważ powtarzała Pani to słowo wielokrotnie w czasie swojego pobytu w Polsce. Czy próbuje Pani pomagać kobietom, promować kobiety w ich pracy zawodowej w Turcji?

- Tak, używam nawet takiego określenia: pozytywna dyskryminacja. W ten sposób „dyskryminuję” kobiety, ponieważ nie jesteśmy równe mężczyznom. Nawet ja – choć trudno w to uwierzyć i choć jestem szefem mojego męża! W patriarchalnej kulturze nie jestem równa swojemu mężowi. Patriarchat się nie skończył. Może tylko w krajach skandynawskich jest inaczej. Ale proszę zobaczyć: ile kobiet jest gwałconych każdego dnia, a ilu mężczyzn jest ofiarami gwałtu? Albo bitych. Jeśli chcemy myśleć o równości – powinniśmy popatrzyć na takie statystyki. Oscar Wilde, powiedział i ja lubię jego słowa – jeżeli chcesz wiedzieć dokąd zmierza świat, po prostu patrz, bo masz to przed oczami. Jeśli patrzysz i masz poczucie sprawiedliwości, automatycznie stajesz się feministką.
Dlatego mówię i promuję prawa kobiet. Jeszcze pracując na poprzedniej uczelni otrzymałam stypendium Fulbright’a na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Prowadziłam tam badania dotyczące studiów feministycznych. I po powrocie do Turcji uruchomiłam czwarty w kraju program w zakresie studiów feministycznych. Wzięły w nim udział przedstawicielki różnych zawodów – prawniczki, lekarki, kobiety zajmujące się naukami społecznymi. Program się rozwijał, ale nie wiem czy otworzył przed nimi nowe perspektywy. Moim zdaniem, realnym efektem było zwiększenie świadomości wśród kobiet. Trzeba powiedzieć, że tego typu programy mają swoje odniesienie do sytuacji politycznej. Dzięki mojemu doświadczeniu i udziale w tym programie, jestem tym kim jestem. Staram się walczyć ze skostniałą strukturą hierarchiczną, której u siebie nie chcemy, również w sensie akademickim.

- Czy w Turcji studiuje tyle samo kobiet co mężczyzn?

- To zależy od kierunku studiów. Na studiach inżynierskich więcej jest oczywiście mężczyzn. Ale jeśli mówimy o studiach pedagogicznych czy o literaturze angielskiej – to tu więcej jest kobiet. A na studiach medycznych te proporcje są równe.

- Dziękuję za rozmowę.